![]() |
| źródło |
Mam wrażenie, że Ewie się skończyła trochę cierpliwość. I wcale jej się nie dziwię z jednej strony. Bo mi też się chwilami kończy.
Krąg znajomych. Rozmowa schodzi na dzieci. Mówię, że nie chciałabym ich mieć. I zaczyna się...
"Jak można nie chcieć mieć dzieci?!", "Kiedyś ci się zechce", "To samo mówiłam w twoim wieku", "Jak urodzisz, to już zechcesz" (?!), "Przecież dzieci są fajne", "Dzieci to najlepsza inwestycja", I tak dalej.
Przecież nie powiedziałam, że nigdy nie będę chciała mieć dzieci. Zawsze trzymam się aktualnego momentu. Za dziećmi nie przepadam, po prostu, Gdy widzę wózek, a w nim niemowlę, nie ściska mnie w gardle ze wzruszenia, a ręce same się nie wyciagają, aby dziecko wziąć na ręce i lulać. Wydaje mi się, że do macierzyństwa trzeba dojrzeć. Niektóre dziewczyny czują już od małego to 'coś'. Ja nie i nie będę robiła nic na siłę.
Znam sporo mam, także tych z blogów, które są takie dojrzałe właśnie. I mimo, że często piszą lub mówią o swoim dziecku, mnie to w ogóle nie denerwuje, wręcz przeciwnie, bo nie robią z dziecka zabawki, czegoś na pokaz.
Niektórzy nie rozumieją, że dziecko to też człowiek. I ten człowieczek potrzebuje jedzenia, dachu nad głową, utrzymania higieny, ubrań... Więc dziecko nie może być kaprysem. Naczytałam się na forach różnych historii typu - chcę mieć dziecko, ale mój partner nie chce i specjalnie nie biorę tabletek antykoncepcyjnych, żeby zajść w ciążę. Takie osoby nie powinny, moim zdaniem, posiadać dzieci.
W ogóle kwestia macierzyństwa to indywidualna sprawa. Chciałabym zapewnić jakieś warunki do życia na przyzwoitym poziomie i dopiero wtedy się zastanawiać, czy chcę dziecko, czy nie.
I najbardziej denerwuje mnie zjawisko "władców macic" xD Głupio to brzmi, ale gdzieś takie hasło przewinęło mi się w mediach. Wiele osób wypowiada się o macierzyństwie w taki sposób, że aż mi się coś robi. Przykład: "Skąd oni [ludzie z niepłodnością - red.] mają to prawo [do posiadania potomstwa - red.], kto im to prawo dał?" To słowa bp Pieronka odnośnie in vitro. Jak po takich słowach muszą czuć się pary, które dzieci mieć nie mogą i zabieg in vitro jest ich jakąś nadzieją na posiadanie potomstwa? Gdy sobie o tym pomyślę, robi mi się smutno. Każdy ma swoje sumienie, wolność wyboru i robi to, co jest według niego dobre. Nikt nie ma prawa zakazywać, nakazywać, szydzić, bo macierzyństwo to indywidualna sprawa kobiety i osoby, którą kocha. Nie dziwię się tym, którzy dzieci chcą mieć, więc oni nie powinni dziwić się moim wyborom.
A co Wy o tym sądzicie? ;)
