29.12.2015

325. Goodbye 2015

Hej! ;)

Skończyłam właśnie siedzieć nad badaniami operacyjnymi. Pewnie siedziałabym dłużej, gdyby nie to, że zrobiłam chyba jakiś błąd w zadaniu, nie wiem gdzie i czuję się z tym jak najbardziej samotne zero, które trzeba w tym typie zadań znaleźć :D Najlepszą metodą na to jest zostawienie matmy w cholerę i zerknięcie do niej za jakiś czas.

Przyszedł czas na podsumowanie roku. Znowu muszę się wspomagać własnym blogiem, instagramem, bo gdy pomyślę sobie o mijającym roku, to w głowie pojawia mi się wielki znak zapytania.

Co się działo w mijającym roku?

1. Obroniłam pierwszy tytuł zawodowy (dzięki wildcherry :*)!

Dalej w to nie wierzę i udało mi się przypomnieć sobie, jak wyglądał mój poranek przed obroną. Do sali miałam wchodzić po 10, a obudziłam się po 7 i zastanawiałam się, czy zagnieździć się w łazience. Z nerwów nie byłam w stanie zjeść kromki chleba z masłem. A sama obrona trwała z 10 minut, zanim się spostrzegłam, już było po z 4,5 na dyplomie ;)

A teraz czas na magisterkę ;)

2. Obchodziłam 5 rocznicę związku.



Krótko: wciąż jest tak samo dobrze, jak było :)

3. Zaczęłam mieć fazę na szminki.

Okazało się, że szybciej mi idzie pomalowanie ust niż zrobienie kreski na powiecie kredką lub eyelinerem :D

4. Musiałam powstrzymywać się od kupowania książek i sukienek.

To chyba jest trochę babskie (sukienki), a co do książek, to pewnie sporo osób tak ma. Tak się pocieszam :D

5. Schudłam! :D

Od 4 miesięcy nie jadam w fast foodach, nie piję słodkich i gazowanych napojów, ograniczyłam chipsy, trochę się poruszałam. Efekt: 2 kg mniej i mniej tłuszczy na brzuchu :)

6. Maltretowałam włosy.

Zmiany kolorów, dekoloryzacja, rozjaśnianie... Włosy żyją i mają się dobrze.

7. Byłam na koncercie Queen+Adam Lambert ;)

Relacja tutaj.

8. Odwiedziłam Kraków i Trójmiasto.



Uważam, że w Polsce jest tyle świetnych miejsc, do których można się udać, że na razie nie w głowie mi wyjazd za granicę.

9. Jestem na bieżąco z moim ulubionym serialem.

źródło

Kolejne odcinki Chirurgów dopiero w lutym :c

10. Skończyłam 22 lata.

Wciąż mam wrażenie, że jednak mam tylko 18 wiosen, hmm...;)

11. Zakupiłam aparat.

Uczę się robić zdjęcia i opanowałam w końcu tryb manualny w takim stopniu, że zdjęcie wychodzi w miarę dobre. Dzisiejsza próba na Kocie:



12. Mordowało mnie zapalenie gardła.

4 razy. I dopiero, gdy zobaczyłam, że od października nie miałam go ani razu i że katar mogłam zlikwidować tylko wapnem, dotarło do mnie, że to może być alergia...:D

13. Odwiedziłam zajezdnię tramwajową.

Dla dla mnie, miłośnika tramwajów, było to coś niesamowitego :D

14. Pracowałam w sklepie dla dzieci.

Nie spodziewałam się, że po pracy w sklepie stanę się bardziej cierpliwa, a jednak ;) Miałam świetną ekipę, niezwykle pomocną i miłą, każdemu życzę takich współpracowników ;)

15. Nauczyłam się cieszyć ze spotkań z ludźmi.

Koron :*

Im miałam mniej czasu, tym bardziej doceniałam chwile spędzone z przyjaciółmi ;)

Z grubsza tyle ciekawego działo się u mnie przez ostatni rok. Były też kiepskie chwile, smutne, pełne płaczu, złości. Wszystko przez ludzi, ale chyba nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;)

Nie oczekuję wiele po nowym roku, bo sama nie wiem, co chcę robić, ale na pewno będzie się wiele działo.

I tego Wam życzę, żeby rok 2016 przyniósł niezapomniane chwile, oby tych przyjemnych było jak najwięcej, a jeśli wystąpią te mniej fajne, to żebyście coś z nich wyciągnęli na przyszłość. Bądźcie dobrzy dla innych, skupiajcie się czasem bardziej na sobie i dużo się uśmiechajcie :) Buziaki i do zobaczenia w następnym roku! :*

25.12.2015

324. Post świąteczny jakich pewnie wiele.


Pojawiam się w Boże Narodzenie, bo wiadomo, że dni tuż przed są zawalone robotą. Zazwyczaj. Przedwczoraj dopiero przyjechałam do rodziców, bo we wtorek jeszcze pracowałam, a wczoraj działałam z odkurzaczem, ściereczkami, gąbkami i środkami czystości wszelkiej maści.

Czego mogę Wam życzyć na Święta? Spokoju. Często go brakuje, gotujemy, pieczemy, o czymś zapominamy, stresujemy się, więc życzę Wam po prostu chwili relaksu i odpoczynku. Po prostu leniuchowania, czasu dla siebie. I też tego, żebyście nie czuli się samotni w te dni (chociaż w inne dni także!). Smacznych potraw i wszelkiej dobroci od losu Kochani :*

~~
Czujecie nastrój świąt? Ja nie. Chociaż wczoraj było biało - nie przez śnieg, a przez gęstą mgłę - to jakoś nie mogę wzbudzić w sobie tej atmosfery... Małe dzieci mają fajnie, cieszą się na Święta tak po prostu i mam nadzieję, że mi też to się w końcu uda.

Nie mogłam się doczekać, aż zobaczę Kotę. Przyjeżdżam, patrzę, a Koty 2 razy więcej :D Nie dość, że ma puchate futro, to jeszcze jej się przytyło, podobno jest to normalne dla kotów po sterylizacji/kastracji. Chociaż jest tak samo energiczna, wariuje jak zawsze, to przydałoby się coś z tym zrobić. Ktoś coś o tym wie? ;)

Jak Wam minęła Wigilia? Kto jadł zupę grzybową zamiast barszczu? :D Jakie plany na najbliższe dni? ;)

16.12.2015

323. W "kupie" lepiej?

Hej! ;)

Zapomniałam się pochwalić, że w styczniu zobaczę jeden ze swoich ulubionych zespołów - Three Days Grace! Cholernie nie mogę się doczekać i nie odrzuca mnie fakt, że mają nowego wokalistę. Lubię głos Adama, ale Matt też daje radę :)

~~

A dzisiaj chciałam napisać coś odnośnie czegoś, co mnie nieziemsko denerwuje. Sprawa dotyczy głównie studiów, bo z tym zjawiskiem spotykam się tam najczęściej. A chodzi o... Pracę w grupach.

źródło

Przeglądając ogłoszenia o pracę, można natknąć się na różne wymagania odnośnie kandydata na stanowisko. Czasem jednym z nich jest umiejętność pracy zespołowej. Wiadomo - więcej osób może więcej. Szybsze wykonanie jakiegoś zadania, sporo pomysłów, efektywność - zalety są zacne. To wszystko działa, gdy zespół jest odpowiednio dobrany.

U mnie zazwyczaj wychodziło tak, że ludzie z pozoru wydawali się ogarnięci, rozumni, świadomi. Praca została rozdzielona, każdy miał swoją część, termin wykonania był określony, wszyscy się na niego zgodzili. Koszmar zaczynał się zwykle tuż przed deadlinem. Albo ktoś nagle nie wiedział, jak ma swoje zadanie wykonać. Nagle coś komuś wypadało. Nie było z kimś kontaktu.

Nie wiem, czemu niektórzy nie potrafią zrozumieć, że praca w grupie to, po pierwsze, praca wszystkich i nikt za nikogo nie będzie czegoś wykonywał. Ostatnio w grupie mieliśmy przeprowadzić zajęcia. Koleżanka X miała za zadanie przygotować ćwiczenie dla grupy. Nie przygotowała, bo "była w pracy", a wiedziała o tym ponad tydzień wcześniej i stwierdziła, że na pewno to zrobi. Wyszło tak, że musiałam wymyślać coś tuż przed zajęciami, całe szczęście, że mieliśmy wtedy wykład, więc to się udało. Wkład koleżanki: użyczenie komputera i wydrukowanie tekstu do ćwiczeń. Bo oczywiście dziewczyna miała zero pomysłów. Moja reakcja: opanowanie, bo musiałam się skupić nad robotą, a w oczach miałam mord, więc koleżanka siedziała cicho jak mysz pod miotłą. Po drugie, praca zespołowa to coś za co czasami odpowiadamy jako całość, we wcześniej wymienionym przypadku tak było - ocena była dla całej grupy. Po trzecie, nie przyszłoby mi do głowy, żeby sobie olewać w tym przypadku, bo wiem, że grupa poniosłaby konsekwencje przez moje zachowanie.

Przez 3 lata studiów miałam różne przeboje z różnymi osobami i mogę stwierdzić, że tylko 4 z nich były sumienne i rozumiały całą ideę roboty. Wnioski na przyszłość? Starać się wybierać sprawdzone osoby. Nie da się i muszę być z innymi? Wypowiedzieć mocne słowa tuż po rozdzieleniu roboty - niech wiedzą, na co się piszą w przypadku niezrobienia swojej części :D I dlatego wolę czasem spędzić większą ilość czasu nad jakimś zadaniem i zrobić je sama, niż być zależna od innych osób. Ale w życiu różnie bywa, nigdy nie wiadomo, na co się trafi ;)

Dawno nie pisałam o tym, co mnie drażni, więc postanowiłam się tu uzewnętrznić :D A poza tym robię to, co pewnie widzieliście u wielu osób:


Wychodzi mi to lepiej niż w przedszkolu, nie wychodzę tak za linie i rzeczywiście tak się nad tym skupiam, że nie myślę o niczym innym ^^

A co u Was? ;)

10.12.2015

322. Z zaskoczenia!

Hej! ;)

Zanim przejdę do meritum, to muszę się czymś "pochwalić" :D Poszłam ostatnio do tego samego fryzjera, o którym pisałam w poprzednim poście. Zapisywałam mamę Małej na ścinanie włosów. Gdy pan już ustalił, jakie terminy ma wolne i wybraliśmy jakiś, zapytał się mnie: zapisać pani na karteczce? :D Tak mi się chciało śmiać, ale co poradzę, za roztrzepanie trzeba płacić :D

Ale teraz do rzeczy.

Życie bierze nas czasem z zaskoczenia. I nie mam teraz na myśli sytuacji, w której ktoś powie nam o czymś i będzie to szokujące, bo wtedy nasza reakcja jest zazwyczaj taka sama: wytrzeszczone oczy, otwarta jama ustna, czasami też coś powiemy, w niektórych przypadkach nic miłego.

A co, gdy zaskoczy nas sytuacja? Opowiem o swoich reakcjach na różne rzeczy, które mnie nieźle zaskoczyły.

źródło

W zeszłym tygodniu był u mnie brat. Spał on na drugim łóżku w pokoju. Jednej nocy nagle się zbudziłam. Słyszę, nawet przez zatyczki, że ktoś coś mówi. Patrzę się na swojego chłopaka, no ale on śpi jak zabity. Odwracam się w stronę drugiego łóżka, a mój brat... Coś mamrocze i wskazuje ręką na sufit -.- Zupełnie zapomniałam, że brat już miał takie fazy gadania przez sen. To było takie dziwne, wystraszyłam się, serce mi waliło i nie mogłam zasnąć przez dłuższą chwilę. Rano dowiedziałam się, że brat miał sen, w którym tak puszczałam fajerwerki, że zmieniłam cały porządek świata :D

Zazwyczaj zaskakuje mnie dźwięk budzika. Tak, zaskakuje, bo najczęściej budzę się sama kilka minut przed nim. I kilka razy było tak, że moją reakcją na budzik było wyskoczenie z łóżka na równe nogi :D Mój chłopak też się budził, bo nie wiedział, co się dzieje, ja tym bardziej nie wiedziałam, cała się trzęsłam i chciało mi się płakać^^

Pogoda też potrafi nas zdziwić. To było w liceum. Spałam sobie smacznie, a tu jak coś nie trzaśnie! Ściany się zatelepały, moje łóżko też, na chwilę zrobiło się jasno. Okazało się, że nad ranem przechodziła burza i piorun zdecydował się uderzyć akurat blisko mojego domu. Nie byłam w stanie się ruszyć przez kolejne kilka minut.

"Najlepszą" reakcję zaliczyłam wtedy, gdy zobaczyłam wielkiego pająka na oknie w mieszkaniu. Po prostu uciekłam stamtąd z płaczem i pobiegłam do znajomych mieszkających kilka domów dalej :D Byłam wtedy w podstawówce, teraz nie mam już takich akcji, bo pająki tego rozmiaru widuję wyłącznie w ZOO. ;>

Chętnie poczytam o tym, co Was zszokowało i o reakcjach z tym związanym ;)

02.12.2015

321. Kosmetyczna półka Koci - znowu lakier ;)

Hej! ;)

Postanowiłam do Was napisać, bo po pierwsze, dawni pisałam, po drugie, jestem zirytowana ilością roboty na studiach i ilością godzin pracujących w 2 pewne weekendy. Trzeci powód może się jeszcze pojawi, nie wiem, bo podmiot odpowiedzialny zwleka z informacją, ale o tym wszystko w swoim czasie. 

Jak zaczął Wam się grudzień? Ja nadal czekam na śnieg, ale on ma mnie generalnie w głębokim poważaniu. Jutro też będzie miał, bo ma być 7 stopni ;)

Dzisiaj znowu zaprezentuję Wam lakier. Pisałam kiedyś, że słabo mi idzie malowanie paznokci. Najgorszy problem był z czekaniem, aż lakier wyschnie. Wyczaiłam na kosmetykizameryki.pl taki specyfik Rimmela:


I jestem na tak. Przynajmniej w kwestii szybkiego wysychania na paznokciach. Dzięki temu udaje się mi mieć o wiele mniej rys i odgnieceń na warstwie lakieru. 
Trwałość? Średnia. Po 2-3 dniach lakier zaczyna odpryskiwać na końcówkach.
Cena: 4,99 zł na wcześniej podanej stronie.


W buteleczce kolor wydaje się nieco zszarzały, ale na paznokciach, moim zdaniem, wygląda całkiem ładnie. Na zdjęciu widnieją dwie warstwy. Chyba xD

Ostatnio rzadko maluję paznokcie, bo w pracy lakier jakoś szybko schodzi, szczególnie gdy mam coś do zrobienia w magazynie. No cóż, czekam na koniec grudnia, wtedy sobie odbiję ;)

~~
Poszłam dzisiaj do fryzjera, podchodzę do lady, mówię, że byłam umówiona na godzinę taką i taką, a koleżanka zaraz po mnie. Pan fryzjer patrzy do kalendarza i mówi: są panie umówione, ale na jutro.:D Dawno czegoś nie odwaliłam, smutno by mi było bez żadnych taki akcji...;)

Co u Was? ;)

26.11.2015

320. Zróbmy sobie obiad... Czwartkowy!

Hej! ;)

Dzisiaj wszystkiego po trochu, jak to na obiedzie bywa.

1. W poprzedniej notce mój stan włosów przed i po wyglądał niemal identycznie. Wiedziałam, że 'po' zrobią się nieco inne, więc pokazuję, co wyszło po kilku myciach:


W słońcu mój łeb świeci się na czerwono :P

2. W pracy szykuje mi się trudny okres. Zbliżają się Mikołajki i święta. W zeszły weekend w sklepie było tyle ludzi, że miałam problemy z przechodzeniem między półkami. W tym tygodniu ma być jeszcze gorzej. Muszę być w gotowości, bo to pewnie ja będę robić za obsługę na sali sprzedaży ;)

3. Fajnie w końcu widzieć słońce za oknem. Liczyłam na trochę śniegu, ale chyba mogę o nim na razie tylko pomarzyć. A Wy macie śnieg? :D

4. W ramach pracy domowej na socjologię moja grupa miała obejrzeć ten film:

źródło
Film ciekawy, nie powiem. Poznajemy kochającą się rodzinę, która właśnie się przeprowadziła na bogate przedmieście. Idealnie, prawda? Jak można się przekonać po obejrzeniu, wcale świetnie nie jest. Nie sądziłam, że David Duchovny może zagrać kogoś tak miłego, uroczego i ciepłego. Ci, którzy oglądali serial 'Californication' wiedzą, o czym mówię :D

5. A to moja ulubiona piosenka ostatnimi czasy:



Jeśli ktoś obejrzał 7 sezon 'Chirurgów', to powinien ją kojarzyć ;)

6. A tak w ogóle... O ile nie zapomnę, pójdę kupić sobie kredki i będę kolorować! :D O relaksujących kolorowankach na pewno słyszeliście. Nie zamierzam kupować sobie książeczki, bo w internecie jest mnóstwo wzorów do drukowania. ;)

Co tam u Was? ;)

18.11.2015

319. Znowu włosy + trochę codzienności

Dziękuję za wiele miłych słów pod poprzednią notką! ;) Co do nowego wyglądu - jest za niego odpowiedzialny mój brat ;)

Często piszę o włosach. A raczej o tym, że chciałabym mieć na nich jakiś kolor i nic mi z tego nie wychodzi. Pomysł podsunęła mi siostra Lubego mówiąc, że będzie robiła sobie dekoloryzację. Kisiłam się z tym pomysłem kilka miesięcy, aż w końcu zakupiłam (na Allegro) dekoloryzator z Renee Blanche. Zrobiłam to trochę w amoku (jak prawie wszystko) i stwierdziłam, że jeśli coś ma z tego wyjść, to wyjdzie.


Stan przed - tak wyglądają w ogóle moje włosy. Codziennie. Jakoś tak się falują, końcówki są do podcięcia, bo zachowują się, jakby były z innej planety. Trochę włosia mam, więc sprawę nakładania specyfiku oddałam w ręce Małej. 

Wyszło tak:


Nigdy nie miałam takich jasnych włosów xD Nawet jestem w stanie pokazać Wam moją reakcję, bo wysyłałam zdjęcie Lubemu.


Ogólnie to hasztag #nołmejkap i kolor zupełnie nietwarzowy, ale mniejsza. Zero kompleksów, bo nie mam już tego na głowie^^

Co wyszło? Jak już wcześniej pisałam, często działam w amoku, to kupiłam sobie farbę 'ciemna intensywna czerwień'. Przecież nie chciałam ciemnej... Brawo ja. 


Czerwień wyszła rzeczywiście ciemna, ale teraz się trochę wypłukała i wygląda lepiej. Może uda mi się zrobić zdjęcie i nie zapomnieć go gdzieś wstawić. W każdym razie - w końcu miałam na głowie taki kolor, jaki widniał na pudełku farby. 

Czy dekoloryzator zniszczył mi włosie? Nie. Wszystko z nimi w porządku ;) 

Stosowałyście dekoloryzację? Malujecie włosy? ;)

~~

Ale mamy dzisiaj pogodę! Pada, wieje, grzmi, błyska... Chociaż tych dwóch ostatnich rzeczy nie odświadczyłam, ale przypuszczam, że niektórzy mieszkańcy Polski już owszem. Poza tym w weekendy pracuję (Tekst soboty: Uważaj, Egurolla przyszedł!), dużo chodzę - w sobotę zrobiłam ponad 7 km - szkoda, że tylko po sklepie^^ A tak to kolokwia, uczelnia... Znowu czytam 3 ksiązki na raz, powstrzymuję się, żeby nie kupować kolejnych, bo nie mam ich gdzie trzymać. Czas chyba znowu zacząć odwiedzać bibliotekę. 

Co u Was? ;)

10.11.2015

318. Jak szybko to zleciało!

EDIT: Blog w stopniowej przebudowie, nie zwracajcie uwagi na dziwne rzeczy :D

Dzisiaj mijają dokładnie 3 lata, odkąd założyłam tego bloga. Od czasu, gdy pojawiła się praca, jestem tu nieco rzadziej, ale nadal nie wyobrażam sobie życia bez swojego miejsca w sieci. I tak dobrze by nie było, gdyby nie Wy - moi drodzy czytelnicy! Kłaniam się i dziękuję wszystkim oraz każdemu z osobna :)

Trochę liczb:
Notki: 318
Wyświetlenia: 60 357
Komentarze: 7816
Obserwatorzy: 209

Mam zamiar tu pisać tyle, ile mi się uda, przezwyciężać każdy kryzys i nawet nie myśleć o kasowaniu bloga. ^^

Notka będzie dzisiaj taka luźniejsza, powrzucam trochę zdjęć, żeby nudno nie było xD


Taka ładna jesień na terenie mojej uczelni. Dzisiaj już tak ładnie nie było, bo drzewa są już niemal zupełnie łyse, a i zdążyło trochę popadać, a raczej lać jak z cebra.


Czerwone róże zawsze na propsie. Tę dostałam od Lubego w dniu moich imienin. Dobrze, że nie jest to kwiatek doniczkowy, bo raczej by u mnie nie przeżył xD


Odwiedzałam ostatnio mojego tatę, który chwilowo jest w Otwocku. I nie mogę się nadziwić klimatowi tego miasta. Jest małe, ciche, można rzec, że to dziura, ale architektura chwilami powala. Pojadę tam jeszcze raz i jeśli będzie dobra pogoda, to natrzelam zdjęć innym obiektom.




Mała kupiła tę świeczkę naszej znajomej na parapetówkę. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że świeczka świeci, hm, wewnętrznie, gdy się ją zapali...xD

Co u mnie? Praca, nauka, eksperymenty z włosami... Co do ostatniego - pamiętacie, gdy pisałam o fioletowej piance koloryzującej? Nałożyłam ją na końcówki, a one zrobiły się czarne, a gdy pianka mi się wypłukała, zostawiła przez jakiś czas na włosach zgniłozielony odcień. Nie tego oczekiwałam...^^

Czytam świetną książkę o grupie Queen, nie mogę się doczekać, aż znowu po nią sięgnę, więc życzę Wam miłego wieczoru! ;)

05.11.2015

317. Co zrobić z gimnazjami?

Hej! ;)

Ostatnio głośno jest w temacie likwidacji gimnazjów. Są tego zwolennicy i przeciwnicy, a ja nie wiem, co o tym sądzić.

źródło

Co by było, gdybym miała ośmioklasową podstawówkę? Byłabym 2 lata dłużej z ludźmi, których znałam kilka dobrych lat. Ci, którzy zachowywali się normalnie, pewnie dalej by się tak zachowywali. A reszta... Muszę stwierdzić, że do 3 klasy wszystko było w porządku, no dzieci jak dzieci. W 4 zaczęło się robić dziwnie. Chłopcy rozrabiali, ale to, co robiły niektóre dziewczyny, podchodziło już pod jakieś patologie, nawet nie wiem, jak to nazwać. Uciekanie z lekcji, wyważanie drzwi z zawiasów... Wiecie do czego służył im sztyft do nosa przeciw katarowi? Żeby posmarować sobie dolne powieki, siedzieć na lekcjach i łzawić. Dostały tylko uwagi za samookaleczanie. Nauka też słabo im szła. Może nie dotarłyby do 7 lub 8 klasy? Albo zrobiły coś jeszcze gorszego i zostałyby wyrzucone ze szkoły?

Swoje gimnazjum już kiedyś opisywałam i przypomnę, że nie wiążę z nim najlepszych wspomnień. Sporo osób było jakby ogłupiałych. No tak, dorastanie, bunt przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Przypomniała mi się taka scenka. Siedzimy na lekcji, na której przyszła na zastępstwo nasza wychowawczyni. Lekcja luźniejsza jakaś. Koledzy z klasy zaczynają rozmawiać o dziewczynie ze szkoły, nazwijmy ją X. Śmiechy, żarty, nagle jeden z chłopaków wyciąga komórkę, pokazuje zdjęcie X wychowawczyni i mówi "Lubię się spuszczać na jej zdjęcie". Wtedy mnie to zszokowało i dzisiaj też szokuje. Niby już tacy dorośli, a w głowie zieje pustka... I wiadomo, skąd wzięło się pojęcie 'gimbus'.

W liceum ludzie byli inni. Bardziej dojrzali. Przypomniało mi się, jak pani od francuskiego mówiła, że nie podobają jej się 3-letnie licea. Bo zamiast trzech godzin tego języka w tygodniu ma jedną, program się za wiele nie zmienił, a ona nie może nas za wiele nauczyć.

Nie wiem, co jest lepsze: dłuższa podstawówka czy gimnazjum. Moja mama uważa, że ta pierwsza wersja bardziej jej odpowiada. Jeśli chodzi o dzieci w wieku 12-16 lat i o ich zachowanie, to wydaje mi się, że trzeba stanowczości, szczególnie teraz, gdy niektórzy rodzice lubią wychowywać swoje dziatki bezproblemowo. I czy coś zmieni w tym wypadku usunięcie gimnazjów? Sama nie wiem, co o tym sądzić.

Ktoś z Was chodził do 8-klasowej podstawówki? Jak było? A jeśli nie, to jakie były wasze gimnazja? ;)

28.10.2015

316. Pozytywnie cz. VII - uśmiech proszę! :)

Hej! ;)

Ta notka chyba będzie taką pomocą dla mnie samej. Bo prawie w ogóle się nie uśmiecham. Nawet nie wiem czemu. A przecież uśmiech to ważna sprawa...

źródło

Pamiętam przedszkole. Siedziałam i bawiłam się, gdy koło mnie przeszedł mój znajomy - Karol. Postanowiłam, że będę się do niego uśmiechać, bo przecież czemuż by nie. I tak się nauśmiechałam, że uzyskałam pierwszego adoratora xD Nie do końca chodziło mi o ten efekt, no ale...^^ Kto z nas nie widział porad w gazetach - chcecie kogoś sobą zainteresować, uśmiechnijcie się! Gabriel Garcia Marquez powiedział nawet - "Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu."

Zresztą, nie musimu gadać koniecznie o związkach. Ogólnie w relacji człowiek-człowiek uśmiech odgrywa ważną rolę. Przeważnie zwracamy uwagę na osoby uśmiechnięte. Osobiście lubię się do kogoś po prostu od tak uśmiechnąć - mam nowych znajomych w grupie i żeby jakoś przełamać lody, staram się ten zabieg stosować. Kiedyś zdarzyło mi się wymienić uśmiechy z obcą kobietą w tramwaju. Tak po prostu. ;)

Więcej śmiechu - to mniej stresu. Dlatego, gdy czuję wzmożone napięcie, na pierwszy ogień idzie YouTube i filmiki ze zwierzętami. (Doszłam teraz do dziwnego wniosku - gdy jestem w domu, to chyba bardziej uśmiecham się do Rera i Koty niż do członków rodziny...) Nawet wymuszony uśmiech sprawia, że organizm się rozluźnia, a serce zaczyna wolniej bić. Kiedyś słyszałam tezę, że dzięki śmiechowi żyje się dłużej. Wniosek jest jeden: powinnam częściej się uśmiechać, bo moje serce bardzo lubi sobie biegać (tętno ponad 100 na minutę), a w taki sposób mogę je trochę przystopować. Jeśli uśmiechamy się szczerze, całą twarzą, to można jeszcze się zastanowić nad poglębianiem się zmarszczek, ale w sumie jakie to ma znaczenie ;)

Życzę Wam wielu powodów do uśmiechu na kolejne dni! ;)

21.10.2015

315. Obiad środowy (III)

Hello!

Sama jestem gościem na swoim blogu ostatnio. Codzienne zajęcia, w weekendy praca - to ostatnie szczególnie męczy, bo ludzi w sklepie jest multum, więc człowiek wychodzi nieco osłabiony ich ilością i (czasem) zachowaniem. A i zapalenie gardła nr 4 w tym roku - dzieje się! :D

Podaję obiad tzn zlepek wszystkiego, na co bez sensu poświęcać osobną notkę.

1. Ostatnio nasłuchałam się opowieści o telefonach. A było mniej więcej tak: osoba kucnęła, aby coś wziąć, telefon wypadł z kieszeni i, bęc, szybka pękła. Nigdy nie zarejestrowałam tego typu historii u siebie. Na razie. A jestem sierotą jakich mało. Mam Nokię (teraz to już Microsoft), nieraz spadała mi ze stołu, chciałam upadek zamortyzować moją stopą, kopnęłam ją i... Powinno jej się coś stać, a stało się tyle, że na mojej stopie widniał siniak :D Zresztą Nokie to dla mnie synonim czegoś niemal niezniszczalnego. Pamiętacie model 3310? Pierwszy telefon komórkowy mojego taty, po kilku latach wyglądał tak samo, jak na początku - żadnych zniszczeń, żadnych rys, miodzio!

2. Uczę się robić zdjęcia. Czasem wychodzi, czasem nie, ale sądzę, że najlepszymi modelami, są kwiaty :D Jak zdjęcie, ujdzie?


3. Czasem, gdy już naprawdę nie mam co robić, czytam sobie wątki na forum Wizaż. Do wyboru, do koloru. Jest wątek o śmiesznych, autentycznych sytuacjach, jest dyskusja o facetach i najgorszych odstawionych przez nich numerach i o tym, co sprawia ludziom trudność. Ktoś ma dziwniejsze sposoby na spędzanie wolnego czasu? xD

Teraz idę Was poodwiedzać, siedzieć po kołdrą i się grzać. Miłego popołudnia :)

14.10.2015

314. LBA powraca!

Tak jak w tytule. Ta blogowa zabawa chyba nigdy nie umrze :D Nominację dostałam od zakochanej w bieganiu Małgosi - dziękuję bardzo! ;) Zaczynamy.

1.Słyszysz pukanie do drzwi. Jesteś zdziwiona/y bo nikogo o tej porze się nie spodziewałaś/eś. Otwierasz je a tam ….

Moja mama z Kotą. Nie wiem czemu mi to przyszło to głowy.

2. Pierwsza myśl po otrzymaniu tej nominacji.

"Ojej, jak miło :)))"

3. Twój najlepszy w życiu dzień, który chciałabyś/chciałbyś przeżyć jeszcze raz gdybyś mogła/mógł cofnąć czas.

To był chyba wyjazd nad morze, niemal w ogóle się wtedy nie stresowałam, więc chciałabym do tego wrócić.

4. Blog – dlaczego ? Czyli  Cię skłoniło do jego założenia?

To był przypadek. Uzyskałam dostęp do internetu, weszłam na Onet i zobaczyłam zakładkę z blogami. I na próbę założyłam bloga. To było 8 lat temu.

5. Twoja największa biegowa wtopa – jeśli zaś nie biegasz to związana z inną aktywnością fizyczną. 

Niestety nie mam żadnych uzdolnień sportowych. I tak na przykład pan od wfu załamał się, gdy widział, jak próbuję serwować podczas gry w badmintona...:D

6. Jakie jest Twoje największe marzenie.

Wytatuować sobie rękaw. I pracować na takim stanowisku, żeby praca sprawiała mi przyjemność.

7. To teraz sobie zrób przerwę na reklamę (może być dłuższa).

Reklama: Na pytania odpowiadam także tutaj, zapraszam. Koniec reklamy :D

8. Na słodko czy na ostro – jakie dania lubisz ?

Zdecydowanie na ostro! ;)

9. Twoje motto życiowe.

"Le­piej być o trzy godzi­ny za wcześnie niż o mi­nutę za późno." Nie cierpię się spóźniać.

10. To teraz przyznaj się co robiłaś/robiłeś podczas punktu 7.

Zastanawiałam się chwilę, co tu zrobić, ale zareklamowałam się króciutko, bo na więcej chwil reklamy nie mam dzisiaj czasu :D

11. Mojego bloga znasz. Bardzo jestem ciekawa – co chciałabyś/chciałbyś tu jeszcze zobaczyć :) Jaki temat chcesz przeczytać w przyszłości u mnie na blogu ?

Małgosiu, chętnie poczytałabym też o jakichś Twoich poglądach na różne sprawy, niekoniecznie związane ze sportem. A tak w ogóle to lubię czytać Twoje posty :)

Niestety nie nominuję nikogo, bo...


Matma czeka. Muszę opanować robienie zadań nie tylko z widocznych powyżej macierzy, ale także z metody simpleks. I ogólnie założenie jest takie - im szybciej, tym lepiej. Zajęcia mam w poniedziałek, a weekend pracujący, więc zabieram sie do tego dzisiaj.

A co u Was? ;)


07.10.2015

313. In this world everything can change just like that.

Przejrzałam ostatnio swoje posty i przyszło mi do głowy, że już nie umiem pisać o tym, co mnie w duszy kłuje. Ale po chwili doszłam do wniosku, że chyba... Nic mnie nie kłuje.

Nie mam złamanego serca. Nie mam problemów z finansami. Zdrowie jest znośne. Coś tam mnie wkurza, ale nie potrafię sobie przypomnieć, co mne ostatnio wkurzyło. Widocznie złość trwała krótko. Smutek? Chyba jakiś smutny moment ostatnio był, ale pewna nie jestem.

tumblr


Możecie pomyśleć, ze w takim razem wszystko jest świetnie i w ogóle. Ale tak też nie jest. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się jakoś z czegoś cieszyłam. Byłam w Trójmieście, pozwiedzałam - ale mam wrażenie, jakby to działo się za jakąś szybą. Euforia? Poczułam ją ostatnio, gdy dobiegałam do autobusu. Dziwne, nigdy się tak nie czułam podczas biegania. Ekscytację czuję, gdy ktoś wspomni o możliwości zakupu książek.

Witam więc dni, w których dominującą rolę odgrywa obojętność.

Może jest tak, że żyję silnymi emocjami? Takimi, które targają całym wnętrzem? A może to tylko jesień?

A gdy przyjdzie co do czego, to pewnie będę tęsknić za tym spokojem... Weź zrozum babę ;)

30.09.2015

312. Trójmiasto

Witajcie! ;)

W sobotę wieczorem wróciłam z krótkiego wypoczynku, trochę Wam o tym poopowiadam i pokażę kilka(naście) zdjęć. ;) Ogólnie mówiąc - było świetnie! Wszystkie miasta były piękne, ale Gdańsk zachwycił mnie najbardziej, ale o tym później.

Transport

Do i z Trójmiasta jechaliśmy (ja i Luby) pociągiem. Jeśli kupi się bilet z miesięcznym wyprzedzeniem i ma się do tego studencką zniżkę, cena biletu wynosi niecałe 24 zł w relacji Warszawa-Gdańsk. Żeby sprawnie poruszać się po Trójmieście, zdecydowaliśmy się na 72-godzinny, ulgowy bilet metropolitalny. Za 20 zł mogliśmy jeździć wszelkimi środkami transportu publicznego w Sopocie, Gdyni i Gdańsku oraz pociągami SKM. Podaję to tylko tak informacyjnie, może akurat się komuś przyda.

Pogoda

Pogoda była świetna. Świeciło słoneczko, temperatura też nie była dokuczliwa. Może niektórzy życzyliby sobie upałów, jeśli jechaliby nad morze, ale leżeć plackiem na plaży nie lubię, więc mi odpowiadało. Słyszałam o zbawiennej sile jodu, ale gardła mi on nie wyleczył, ale za to pozwolił się zrelaksować. ;)

Sopot

Małe miasteczko, ale bardzo podobały mi się budynki. Myślałam, że kamienice w stolicy są piękne, ale budynki w Sopocie są jeszcze piękniejsze. Molo nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Za to morze... Widziałam je pierwszy raz w życiu i robi wrażenie.:) Poza tym Opera Leśna jest mniejsza niż wydaje się w telewizji.









Gdynia

Gdynia ma przepiękny port. Było tam tak ładnie, że nie chciałam opuszczać tego miejsca^^ Z Lubym odwiedziliśmy jeszcze Akwarium, w którym mieszka sobie sporo gatunków morskich zwierzątek.




Gdańsk

To miasto zrobiło dla mnie furorę! :D Architektura zachwyca jeszcze bardziej niż w Sopocie, nie mogłam się napatrzeć. Główne Miasto podoba mi się bardziej niż warszawskie Stare Miasto. Dotarliśmy też na Westerplatte. Te miejsce wzbudziło we mnie wiele różnych emocji - od dumy i podziwu dla żołnierzy, po smutek spowodowany faktem, że dla niektórych różnica zdań i egoizm jest ważniejszy od życia wielu ludzi. 
Głównym powodem, dla którego zdecydowałam się na wyjazd, były targi kolejowe TRAKO. Jestem całkowicie usatysfakcjonowana z ilości tramwajów, lokomotyw i pociągów, którą udało mi się zobaczyć ;)








Mam ochotę tam wrócić, bo jeszcze nie odkryłam wszystkich zakątków tego miasta. ;) 

Byliście w Trójmieście? ;) Jakie polskie miasta polecacie na weekend? 

Wakacje mi się dzisiaj kończą, jutro czas wyruszać na pierwsze zajęcia... Oby ten rok akademicki był tak samo pomyślny jak ostatni. ;)

19.09.2015

311. Scrummy.

Hej! :)

Piszę tę notkę już kolejny dzień. I pomyśleć, że zatkany nos powoduje brak jakiejkowiek weny...xD

Słodycze jem okazjonalnie. Jakoś tak mam już kilka lat. Może to dlatego, że wcześniej jadłam je na umór. Pewnego dnia mój brat powiedział mi o sklepie, w którym dostępne są słodycze i przekąski z wielu zagranicznych państw. I tak trafiłam na Scrummy.

Poniżej na zdjęciach widzicie moje zamówienia. Nie, nie zjadłam wszystkiego, bo nie wszystko było dla mnie^^ Jedno zamówienie robiłam osobiście, bo odwiedziłam sklep stacjonarny. Kolejne zamówienie poszło przez internet, paczka doszła drugiego dnia roboczego.


Z tej paczki polecam cukierki Nerds o smaku jabłko/arbuz i lemoniada/wiśnia prosto ze świata Willego Wonki. 



Ta paczka zaskoczyła mnie przekąskami Combos - są to krakersy z nadzieniem serowym.

Jedyną wadą są nieco wysokie ceny produktów, ale przypuszczam, że muszą zwrócić się koszty sprawadzenia ich do Polski. 

Wpis nie jest sponsorowany. Chciałam napisać o sklepie w ramach ciekawostki dla łasuchów. ;) Coś przemówiło do Waszych brzuszków? ;D Osobiście, jeśli chodzi o coś słodkiego, wolę pieczone ciasta niż słodycze ze sklepów.

Kolejna notka ukaże się dopiero po mom powrocie z Trójmiasta. W środę jadę z Lubym na krótkie wakacje. ;) 

Miłego wieczoru. ;) 

PS Zapraszam też na instagram. ;) 

12.09.2015

310. Kosmetyczna półka Koci - ulubiony lakier do paznokci.

Hej! ;)

Ostatnie dni upłynęły najpierw pod znakiem pracy. Potem siedziałam w mieszkaniu i czekałam na odzyskanie sił oraz na przesyłkę. A wczoraj pojechałam do rodziców.

Dzisiaj przedstawiam swój ulubiony lakier do paznokci. Niestety, foto będzie tylko jedno, bo resztę zdjęć usunęłam przypadkowo z aparatu.


Przedstawiam Lovely Baltic Sand nr 9.

Czemu ten lakier jest tym ulubionym? Muszę zacząć od tego, że moje zdolności manualne nie są, hm, najwyższych lotów xD Skórki często pozalewam lakierem, a później moje paznokcie noszą odbicie poszewki na poduszkę. Nawet gdy pomaluję je z samego rana. 

Na szczęście nie mam pomalowanych skórek, gdy maluję paznokcie właśnie lakierem z Lovely. Jego konsystencja jest taka trochę żelowa, gęsta i nie rozpływa się po paznokciu według swojego widzimisię. Pędzelkiem operuje się całkiem dobrze.

Trwałość mogłaby być trochę lepsza. Po 3 dniach lakier delikatnie odpryskuje na czubkach paznokci. Ze zmywaniem nie mam większego problemu, chociaż zajmuje to nieco dłuższą chwilę ze względu na fakturę lakieru i brokat. Lakier kosztował 8-9 zł, nie pamiętam już i kupiłam go w Rossmannie. I chętnie zaopatrzę się w inne odcienie. ;)

Dziewczyny, jaki jest Wasz ulubieniec, jeśli chodzi o lakiery? ;)





03.09.2015

309. Trochę o klientach.

Praca mnie pochłania :D Pracuję na tyle długo, że zdołałam poczynić trochę obserwacji.

Organizacja, w której pracuję, zajmuje się sprzedażą artykułów dla dzieci. Odpowiednio zaprezentowany towar musi przyciągnąć klientów. A klientami są rodzice/dziadkowie/inni członkowie rodziny i dzieci.

Najbardziej lubię klientów uśmiechnętych i/lub grzecznych, kulturalnych, współpracujących. Takich, którzy odpowiadają na powitanie, a gdy nie wiedzą, po co przyszli, starają się jakoś pomóc w poszukiwaniu odpowiedniego artykułu. W pamięci został mi pan, który miał kupić lalkę Elzę z filmu "Kraina Lodu", ale nie bardzo wiedział, co to w ogóle jest. Była też pani, która musiała odejść od kasy i się wyśmiać, bo nie mogła się opanować :D Bardzo miło wspominam też klienta, który chciał kupić coś dla synka swojego kolegi. Pan dzwonił do swojego znajomego, wypytywał o wiek dziecka, o rozmiar ciuszków, więc udało nam się wybrać coś odpowiedniego. ;)

Nie przepadam za dziećmi, co już wiecie, ale trafiają się przyjemne jednostki. Któregoś dnia moja koleżanka z pracy pomagała klientce wybrać buty dla synka. Podczas gdy one rozmawiały, mały wziął moją koleżankę za rękę, zrobił słodką minę i powiedział "idziemy zobaczyć pociąg?". Innym razem przy kasie stała dziewczynka z mamą. "Sprzeczały się", kto kogo bardziej kocha :D

Żeby nie było tak świetnie, to często trafiają się osoby, które jakoś nieszczególnie mi pasują. Marudzące panie, które myślę, że zrobię *pstryk* i w mojej dłoni pojawi się upragniony przez nie towar. Znalazła się pani, która narzekała mojej koleżance, że nie podoba jej się wygląd sklepu po remoncie. Była też pani, która na drugie imię powinna mieć "to nie". Chciała kupić coś wnuczce, ale nic jej nie pasowało, bo każda zabawka jest "tylko na chwilę". Aż mi się cisnęło na język, że gdy dziecko zostawi się z zabawką i nie poświęca się jemu uwagi, to na pewno zabawką dlugo się bawić nie będzie, ale co ja tam wiem. Uważam rodziców za osoby, które mają dzieciom wpoić odpowiednie zasady. Ale gdy widzę, jaki zostawiają bałagan w sklepie, to coś mi się robi. Stoisko z butami - masakra. Odwiesić parę butów na miejsce? Problem. Coś nie do przeskoczenia. Widzialam też sytuację - małe dziecko szło między półkami do rodziców i wzięło sobie zabawkę z jakiejś najniższej półki. Ojciec dziecka powiedział, aby zabawkę zostawić. Przeszłam dalej i byłam pewna, że zabawka zostanie odłożona na miejsce. Przechodzę tamtędy chwilę później - rodzinki nie ma, zabawka leży w przejściu. Zdarza się też, że klienci zostawiają swoje śmieci, gdzie popadnie - tacki po lodach, kubki z Costa Coffee czy puste kartoniki po sokach.

Tak czy siak, da się przyzwyczaić do ludzi. I da się być cierpliwym, a to nie jest dla mnie łatwe :D

Gdy wracam z pracy, zazwyczaj oglądam "Chirurgów". Zaczęłam od początku, to jeden z moich ulubionych seriali. Czasem włączam grę...


W końcu zakończyłam też poszukiwania jakichś butów, które miałabym dłużej niż rok. Mam nadzieję, że te spełnią moje wymagania ;)




A co u Was? Co porabiacie? Dziękuję za odwiedziny i komentarze! :)

24.08.2015

308. Czy znalazłam muzyczny hit lata?

Nie bardzo mam do czynienia ze słuchaniem radia. Takie coś zdarza mi się tylko, gdy jestem u rodziców, czasem podczas podróży samochodem. A w radiu często lecą jakieś nowości. I zazwyczaj jest tak, że wakacje mijają pod znakiem jednej piosenki. Może tak jest i z tymi, ale jakoś jej nie wyłapałam. Pod tym względem polegam tylko na czystym przypadku i YouTube. Przedstawiam kilka moich hitów wakacyjnych.

1. Fort Minor - Welcome



Jedyne 'rapsy', które do mnie trafiają. Mike Shinoda kolejny raz odwalił porządną robotę, nie mogłam się doczekać tego utworu. Aaa i teledysk - oprócz standardowego, istnieje także wersja 360 stopni.

2. Walk The Moon - Shut Up and Dance



Dzieło przypadku. Byłam u Małej, chyba na malowaniu włosów i usłyszałam tę piosenkę w tv. Chce się przy niej skakać, poprawia humor. ;)

3. Alter Bridge - Watch Over You




Ulubiona ballada od kilku miesięcy.

4. Marilyn Manson - Tainted Love



Bez względu na to, jak pan Manson zachowuje się na scenie, bardzo lubię jego twórczość, a ten cover w szczególności.

5. Linkin Park - Blackout



Krzyki i elektronika, brzmi idealnie.

6. Queen - Radio Ga Ga



Ta piosenka chyba najczęściej wpada mi do głowy. Dobre kilkanaście lat z tą piosenką :3

7. In Flames - Reflect The Storm



Krzyki krzykami, ale w tej piosence kryje się również delikatność ;)

A Wy macie jakiś swój muzyczny hit tego lata? ;)

15.08.2015

307. Pierwsze wrażenia.

Upały niedługo sobie pójdą! To tak odnośnie poprzedniej notki^^ A ja sobie nigdzie nie poszłam.

Zaczęłam pracować i przypuszczam, że organizm musi się trochę przystosować do pracy, w której cały czas się stoi lub chodzi. Po prostu trochę się zmęczyłam xD Bardziej moje stopy w sumie. I do wyrobienia w tym miesiącu zostało mi tylko 109 godzin ze 163! :D

Jakieś wrażenia? Miła ekipa, na razie wszystko mnie ciekawi, bo w sklepie dla dzieci nigdy wcześniej nie pracowałam. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile może być zabawek. Różne rodzjae klocków Lego. Duże lalki i sedesy dla nich xD Barbie i Monster High. Ta mi się spodobała najbardziej:

źródło
Za Barbie nie przepadam, za dużo różowego. 

Są też samochody - te duże dla maluchów i te mniejsze, metalowe. Na pilot też są. Widziałam nawet małego drona czy coś stylizowanego na drona. Rzeczy do szkoły mają swoje serie np. z bajki Frozen i Minionki. 

Można oszaleć. Nie przypominam sobie takiego szału, gdy byłam mała. No chyba, że akurat mi to nie zapadło w pamięć.

Dzisiaj mam wolne, jutro mam na 6. Więc idę korzystać z wolnego dnia. Trzymajcie się :*

07.08.2015

306. Uff, jak gorąco...

tumblr

Przypuszczam, że sporo osób cieszy się z obecnej pogody. Ja do tych osób się nie zaliczam, bo wysoka temperatura plus babskie sprawy miesięczne spowodowały, że musiałam wziąć dzień na żądanie w pracy. Ale może po kolei.

Nie było mnie trochę, bo pojechałam do rodziców. Rodzice bardzo ubolewają, że rzadko u nich bywam, psychicznie ich to frustruje, usłyszałam nawet tekst o odrzuceniu. Wzięłam Małą i pojechałam. Temperatura oscylowała w graniach mojej wytrzymałości, więc zakupiliśmy basen.


Jeśli ktoś ma podwórko, 100 zł w kieszeni i sklep Jysk niedaleko, to polecam basen. Kota też poleca.


W basenie jest chłodno, można się opalić... Chociaż w obecnych warunkach raczej apelowałabym o siedzenie w domu w miarę możliwości, ostrożności nigdy za wiele.

Potem okazało się, że na szybko muszę wrócić do Warszawy, aby zacząć pracę w jednym ze sklepów dla dzieci. Wrażenia? Na razie wszysko w porządku.

Co polecam na upał?
1. Zimną wodę. Nie piwo. WODĘ.
2. Lekko ciepły prysznic.
3. Wiatrak, na który czekam, bo Luby ma kupić.

A teraz idę trochę do Was. Miłego dnia :)