30.03.2014

207. Kocia - wydanie 18 po raz trzeci.

Jak zamierzam świętować trzecie 18 - ste urodziny?

źródło

Pójście z lubym do Rossmana po prezent. Później wycieczka w miejsce, w którym jeszcze nie byłam. Potem nauka do egzaminu i przygotowanie się do jutrzejszych zajęć z prezentacji i autoprezentacji. A teraz obejrzę sobie Being Human.

Od poprzednich urodzin za wiele się nie zmieniło. Nie zmądrzałam, nie zgłupiałam, jeszcze żyję, jest znośnie ;) (Optymizm aż się sypie z tej notki)

Chciałabym w tym roku nauczyć się normalnie funkcjonować w zmiennych warunkach istniejącego świata. Żeby mieć więcej spokoju, trochę luźniej do wszystkiego podchodzić. Czy się uda? Zobaczymy.

Życzę Wam wspaniałej niedzieli ;) Idę po herbatkę.

26.03.2014

206. Whatever you got, I'm against it

Trochę wniosków z mijających dni. (Zastanawiałam się, jaki mamy dzień, utknęłam na wtorku.)

Wniosek nr. 1 - wszystko się może zdarzyć

Miałam mieć wczoraj egzamin (tak, już, w marcu), ale profesor zapomniał wysłać nam kilku rzeczy... To znaczy wysłał, ale innemu kierunkowi. Tak mi przykro^^ Dostałam drugą szansę, żeby porządnie się przygotować.

Wniosek nr. 2 - może być lepiej, wystarczy pokombinować.

źródło

Na zajęcia idę dopiero w poniedziałek. Poprzekładaliśmy je. Chociaż w sumie nie ruszyłoby mnie to, gdyby ćwiczenia jednak były, ale skoro ich już nie ma...

Wniosek nr. 3 -...to można posprzątać.

Bałagan  w końcu zaczął mi przeszkadzać. Tylko niech ruszę dupsko z łóżka.

Wniosek nr. 4 - zawsze znajdzie się coś do świętowania.

źródło

Wczoraj z dziewczynami świętowałyśmy początek naszego weekendu. Winko, kulturalnie, śpiewanie piosenek, duużo śmiechu. Chyba tego potrzebowałam.

Wniosek nr. 5 - ludzie to wielka niewiadoma.

Nie jestem w stanie rozgryźć kilku osób, może dlatego, że nie znam ich osobiście.

Wniosek nr. 6 - nie tak łatwo pozbyć się żalu.

Są osoby, które stoją mi ością w gardle. Chyba muszę... Nie będę tego pisać, bo może coś akurat jecie.

Wniosek nr. 7 - mama jest niezastąpiona.

Akurat w tym roku rozwaliły mi się buty zimowe, oficerki i trampki. Kupiłam nowe i nie miałam zamiaru zastanawiać się nad innymi. Aż do rozmowy z mamą. Teraz rozglądam się za butami na obcasie stabilnym mniej więcej o wysokości 8 cm, zgrabnymi, czarnymi.

Wniosek nr. 8 - pink isn't the new black.


źródło

Synyster Gates się mylił, zwalę to na jego upity wówczas łeb. Podchodzę do szafy, jest w niej trochę ciemnawo, chcę wyjąć czarną bokserkę. Życzę sobie powodzenia. Mam niemal wszystkie czarne bluzki i trudno znaleźć akurat tę, którą chcę znaleźć. I tak dalej kocham czarny. Na zawsze.

Wczoraj na Bielanach...

Już mnie nie ma. ;)

23.03.2014

205. Muzyczna ewolucja.

Widziałam podobne posty na kilku blogach i chciałam Wam pokazać, jak wyglądał mój gust muzyczny na przestrzeni 18 (to znaczy prawie 21) lat ;)

Etap I - Niech żyje zabawa i dziewczyna młoda!

źródło http://www.seciki.pl/2013/04/05/dj-aico-mixtura-disco-polo-05042013.html
W mojej głowie widnieje taki obraz: moi rodzice pojechali do kościoła, żeby ochrzcić mojego najmłodszego brata, a ja leżę na wersalce, oczy ledwo nie wypadną mi z orbit, bo w TV leci program "Disco Relax" xD W każdą sobotę, w każdą niedzielę zasiadałam przed telewizorem i przez godzinę nuciłam piosenki disco polo. Kto dziecku zabroni.

Etap II - Mamo, włącz nam Queeeeen!

źródło 
Ten etap wystąpił w tym samym czasie co pierwszy i trwa, z przerwami, do dzisiaj. Moja mama miała kasetę VHS "Greatest Hits II" wyżej wspomnianego zespołu i gdy chciała się zdrzemnąć, włączała nam(mi i braciom) teledyski, żebyśmy nie przeszkadzali. Na początku teledysku do "One Vision" słychać słowo "vision", ale w nieco komputerowo przetworzonym wydaniu. Z bratem byliśmy pewni, że wymawiany jest wyraz "misio" i bardzo się z tego śmieliśmy^^

Etap III - Powiedz, powiedz czemu?


Michał Wiśniewski był moim pierwszym idolem. Kupowałam płyty Ich Troje, czekałam na koncerty emitowane przez Telewizję Polską, całowałam telewizor i ogólnie miałam pierdolnik w głowie xD

Etap IV - O Maryjanno...

Nie wiem, skąd wzięła się u mnie faza na biesiadne przyśpiewki. Z tego co pamiętam, potrafiłam zaśpiewać ze 20 różnych piosenek tego typu, a teraz nie pamiętam żadnej.

Etap V - Hity na czasie.

źródło
Pod koniec podstawówki nałogowo słuchałam Radia Eski. Nigdy nie było zbyt ambitne, ale w tamtym czasie nie ograniczało się tylko do popu. Teraz? Szkoda słów. Gdy robiłyśmy z Marzeną tort dla koleżanki, włączyłyśmy te radio, żeby coś nam grało. Nie dało się słuchać tej muzyki, dla mnie to coś strasznego. To ja już wolę Gosię Andrzejewicz niż DJów.

Etap VI - Boysband.

Prawie zapomniałabym o US5 xD Gdy większość dziewczyn szalała za słodziutkim Richie'm, ja uwielbiałam Izzy'ego. Z koleżankami przeżywałyśmy bardzo ich koncerty w Polsce, ech, to były świetne czasy!

Etap VII - Chester to, Chester tamto...

źródło
Ich piosenkę (nie pamiętam niestety jaką) pokazał mi sąsiad. Ich muzyka całkowicie mnie wchłonęła. Nadal uważam Chester'a za najlepszego wokalistę na świecie. Piosenki Linkin Park potrafią mnie zupełnie uspokoić w kryzysowych sytuacjach. Miłość na zawsze ♥

Etap VIII - Ostro, ostro, coraz ostrzej.

W gimnazjum mój gust muzyczny znalazł się na pograniczu rocka i metalu. Wtedy zaczęłam słuchać happysadu, Simple Plan, Bullet For My Valentine, Hunter'a, pana Mansona, Billy Talent, Three Days Grace, a potem Children Of Bodom, In Flames, Rammstein, Papa Roach, 30 Seconds To Mars, Eluveitie, Placebo, Avenged Sevenfold i wiele, wiele innych. 

Tych i innych zespołów tego rodzaju muzyki słucham najczęściej, ale pojawiają się też utwory zupełnie do nich nie pasujące - "Stronger" Kelly Clarkson, "Firework" Katy Perry i piosenki z serialu Glee

Najważniejsze jest słuchać tego, co nam się podoba, a nie tego, co jest 'trendy'. Nie jestem w stanie pójść do klubu, bo nie odpowiada mi właśnie muzyka, ale jeśli ktoś to lubi, to czemu ma nie chodzić? Rozumiem to całkowicie. Spotkałam się z sytuacją, gdy pewna osoba zapytała mnie, czy chodzę do klubów. Odpowiedziałam, że nie i wyjaśniłam dlaczego. Usłyszałam "jak można słuchać metalu? powiedziane z wielkim zdziwieniem w głosie. Najwidoczniej można, po prostu, Co osoba, to inny gust.

Wy też zarejestrowaliście podczas swojego życia jakieś zmiany w guście muzycznym? ;)

21.03.2014

204. Mother Puncher.

Korzystając z tego, że tak bardzo chce mi się uczyć, postanowiłam trochę porozkminiać o liceum i studiach. Bo ktoś stwierdził, że to prawie to samo. Jak powszechnie wiadomo, 'prawie' robi wielką różnicę ;)

Do liceum dostaje się po wynikach testu gimnazjalnego. W deklaracji wybiera się klasy o danym profilu i próbuje się do nich trafić, bo progi punktowe potrafią się zmieniać (przynajmniej u mnie tak było). Trafiłam do klasy humanistycznej. Tryb nauki był pięciodniowy, zwykle miało się od 5 do 8 godzin lekcyjnych (45 minut). Często było tak, że pod rząd miało się kilka sprawdzianów. A jeśli sprawdzianów było w danym dniu za dużo, to nauczyciele mianowali je kartkówkami. A jeśli i tego było sporo, to odbywało się pytanko. Prace domowe też były. Duuuużo prac domowych. Z samego polskiego zdarzało mi się mieć z 5 różnego typu zadań. Nikt nawet nie wpadał na pomysł, żeby przenieść zajęcia, bo i tak ogromną radochą była udana próba przeniesienia sprawdzianu. Nieobecności? Tylko usprawiedliwione i w rozsądnych ilościach. Jeśli zbyt często ktoś się nie pojawiał, pani otwierała dziennik i dzwoniła do rodziców. Właaaśnie, rodzice. Musieli być obecni na zebraniach, pilnować młodzież na dyskotekach, wycieczkach etc. U mnie w liceum było sporo testów kontrolnych, matur próbnych i różnych takich podobnych cudów.

źródło


Studia to nieco inna bajka. Dostaje się na nie po maturze, wybiera się kierunek i próbuje się na niego trafić ;) W tym przypadku progi punktowe także się zmieniają. Trafiłam na zarządzanie i dowodzenie. Od uczelni zależy, ile jest zajęć. W tym semestrze mam wolne czwartki. Zajęcia trafią po 1,5 godziny. Jeżeli mamy np. 15 godzin wykładów, to znaczy, że mamy 15 zajęć po 45 minut. Na studiach ma się wykłady i ćwiczenia (czasami seminaria i laboratoria). Na ćwiczeniach mogą zaskoczyć wejściówki (z materiału, który był przerabiany na poprzednich zajęciach lub z tego, który będzie właśnie dzisiaj) lub wyjściówki (z tego, co właśnie robiłeś na zajęciach przed chwilą, trzeba baardzo uważać ;)) Prace domowe? Hm, takich o charakterze licealnym prawie nie ma (nie licząc angielskiego), pracą domową jest przygotowanie się do zajęć tj. przeglądanie notatek, przejrzenie książki. Z odpytywaniem spotkałam się tylko raz (nie licząc egzaminów ustnych, których miałam kilka). Po uzgodnieniu z prowadzącym, można przenieść zajęcia. Liczba nieobecności również jest uzgadniana z prowadzącym - z zarządzania kryzysowego mogę mieć 2 nieobecności, przy większej ich liczbie, trzeba odpowiedzieć z tematów, na których się nie było. Aspekt rodziców nie istnieje. A przynajmniej nie znam sytuacji, w której by istniał.
PS Studenci mają dłuższe wakacje^^

Jak dla mnie, wcześniej wymienione poziomy znacząco się różnią i nie nazwałabym ich tym samym.

Może coś pominęłam? Może macie inne spostrzeżenia, o których nie wspomniałam? ;)

Tak się jeszcze pochwalę na koniec xD Bluzka z takim nadrukiem przyszła do mnie przedwczoraj ;)


Czy jest coś, co sobie ostatnio powtarzam? Tak. "Będzie dobrze" i "mam 18 lat" ;) Już nawet prawie w to wierzę.

Pojawię się tu jeszcze w niedzielę zapewne, miłego weekendu :)

16.03.2014

203. Duch wolny się wyrywa i hula razem z wiatrem...

Pogoda zachowuje się jak baba przed okresem, a ja uczę się z angielskiego na jutrzejsze kolokwium. Ekhm, to znaczy nie uczę się na razie, bo piszę do Was.

Bardzo lubię swoją drogę do uczelni. Co z tego, że trwa 40 minut, przecież niektórzy dojeżdżają jeszcze dłużej. Po drodze mijam sporo obiektów, które mi 'wycieczkę' urozmaicają. To jak, jedziecie ze mną?

Ze względów bezpieczeństwa nie zdradzę, gdzie zaczynam podróż. Wyobraźcie sobie jakiś dowolny punkt, gęsto zabudowany ;)

1. Tramwaje.

źródło
Tramwajem do uczelni nie jeżdżę w ogóle, ale po drodze mijam ich niezliczoną ilość. Znacie moją pasję, więc na pewno wiecie, że gapię się na nie bez opamiętania^^

2. Dworzec Centralny

źródło
Dworzec zazwyczaj się pełen ludzi, którzy pędzą albo do autobusów, albo do Złotych Tarasów. Nie zaliczam się do żadnej z tych grup. Kiedy najbardziej lubię te okolice? Przed 7 rano. Ludzie tak nie wkurzają xD

3. Pałac Kultury i Nauki

źródło
Podobno najbrzydszy budynek w Warszawie. Osobiście nic do niego nie mam, wygląda ciekawie nawet wtedy, gdy jego górną część zeżre mgła.

4. Most Poniatowskiego.

źródło

Gdy go widzę, zawsze myślę o tym, że z oryginalnego mostu pozostały jedynie te ceglane podpórki (nie wiem jak to się fachowo nazywa). No i jeżdżą po nim tramwaje...;)

5. Wisła.

źródło
Rzeka wygląda zjawiskowo za każdym razem, a nocą to już w ogóle *.*

6. Stadion Narodowy

źródło
Miejsce do jeżdżenia na łyżwach (zimą), miejsce konferencji, targów, porażek piłkarskich... Świetna prezencja.

7. Stare kamienice na Pradze. 

Musiałabym pokopać w zasobach internetu, żeby znaleźć te, które mam na myśli. Musicie uwierzyć mi na słowo - te budynki mimo przeżytych lat, są bardzo tajemnicze i piękne.

...

Tu następuję dłuuuuga przerwa w dostawie rzeczy interesujących. W tym miejscu rano powstrzymuje się od snu, gadam z Marzeną, powtarzam notatki, a zimą, przy pogodnych porankach, oglądam wschody Słońca.

8. Moja uczelnia - koniec trasy.

źródło
Koniec trasy tylko dla Was. Od tej bramy muszę iść jeszcze 10 minut, aby dojść do budynku, w którym mam zajęcia.

Podsumowując - nie wiem, czy trafiłaby mi się bardziej interesująca droga do uczelni. Poprzednia była krótsza (to był plus), ale nudna i czasem zakorkowana. 

A jaka jest Wasza droga do szkoły/pracy? ;)

____

Czeka mnie nieco zarypany tydzień, dwa kolosy, prace, prezentacje do zrobienia... Zaciskam zęby i byle do kolejnego weekendu! Co ja piszę, kolejny weekend = przygotowanie do zaliczenia przedmiotu pt. "zarządzanie wiedzą". Atrakcje zapewnione xD

Miłej niedzieli! ;)

PS Tytuł pewnego artykułu: "Młodzi zachwyceni <Kamieniami na szaniec>. 43 procent chciałoby, aby powstała książka na postawie filmu". WTF? Nie wiem, o co chodzi. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowa to: czy te 43% ludzi nie wie, że film został zrobiony na podstawie książki? Druga myśl: to ASZdziennik ;)

13.03.2014

202. Co się działo?

Zacznijmy od czwartku.

Spotkałam się z koleżanką z podstawówki - Pauliną. W jej towarzystwie zawsze dobrze się bawię, mamy sporo tematów do rozmów. Mimo że studiujemy w innych miastach, to staramy się spotykać przynajmniej raz w roku i chętnie to czynimy ;)


Piątek.

Tuż po zajęciach wybrałam się do poradni dietetycznej. Nie, nie chcę się odchudzać. Zostałam zaproszona na badanie tłuszczu i wody w organizmie. Co najciekawsze, okazało się, że ważę 53 kg czyli o 2 kg więcej niż na początku roku, Nie mam pojęcia, czemu waga się zwiększyła. Nie jem już tyle chipsów, przestałam się obżerać, przez prawie 2 miesiące ćwiczyłam (o przyczynach przerwania ćwiczeń wiedzą wybrani xD), spodnie (już wszystkie) zaczęły mi spadać... Fuck logic dla mnie. No chyba, że ktoś jest w stanie mi to wytłumaczyć, byłabym wdzięczna. Wracając do badań - wyniki pokazały, że woda nie zatrzymuje się w moim organizmie, a tłuszczu mam trochę za mało. 
Marzena wyciągnęła mnie wraz ze swoimi kolegami do kina na film "Non stop"

źródło
Moje wrażenia: Film jest przeciętny. Liam Neeson gra bardzo dobrze, fabuła jest wciągająca, ale czegoś brakuje. Na początku film trzyma w napięciu, potem zaczynałam się niecierpliwić, a końcówka mnie trochę rozczarowała. Polecam fanom aktora.

Sobota/Niedziela.

Weekend spędziłam u Marzeny, bo miałyśmy do zrobienia pracę dość pokaźnych rozmiarów na metody organizacji i zarządzania. Oczywistą rzeczą jest, że gdy ma się coś do roboty, to znajdzie się mnóstwo innych, ciekawszych rzeczy do zrobienia. Upiekłyśmy bezy...


...i oglądałyśmy filmy^^ 

Na pierwszy ogień poszła "Diana".

źródło
Moje wrażenia: Naprawdę mogło być lepiej. Spodziewałam się bardziej psychologicznej opowieści, jakichś wątków o relacji Diany z księciem Karolem, z jej synami, z dworem królewskim, a zamiast tego otrzymałam film, który skupiał się na dwóch ostatnich związkach Lady Di. Chwilami film nudził niemiłosiernie, a przed całkowitym odlotem uratowała mnie wzruszająca końcówka obrazu.

Zupełnie inaczej zaprezentowała się "Żelazna dama".

źródło 
Meryl Streep bardzo lubię, jej gra aktorska przyciąga widza. I w tym filmie też tak było. Przedstawienie Margaret Thatcher było nie lada wyzwaniem, ale aktorka dała radę. Główna bohaterka ukazana jest jako schorowana staruszka, będąca pod ciągłą opieką. Co jakiś czas powracają do niej wspomnienia i własnie dzięki retrospekcjom dowiadujemy się jak wyglądała droga Thatcher do władzy.

Wczoraj.

Okazało się, że nasz wykładowca od wykładów monograficznych jest generałem. I nie miał czasu przyjechać do naszej uczelni, więc zamówił autokary i przywiózł nas do siebie. Po wykładzie na temat NATO, zaproponowano nam udział w uroczystościach związanych z 15 rocznicą wejścia Polski do wcześniej wspomnianej organizacji. Wcale nie staliśmy przy barierkach jak inni, tylko przeszliśmy kontrolę BORu i weszliśmy do specjalnej wydzielonej strefy na Placu Piłsudskiego. Zmarzłam bardzo, ale na szczęście stamtąd mam tylko chwilkę do domu ;)


Dzisiaj.



Czy Kocia żyje? Owszem. Czy ma się dobrze? Trudno stwierdzić. Tak czy siak dni idą sobie do przodu, ani się obejrzę, a będzie już po moich kolejnych osiemnastych urodzinach. Podobno, gdy ma się bałagan w głowie, wystarczy posprzątać pokój na przykład, a we łbie zrobi się lepiej. Nie wiem, czy to działa, ale spróbować nie zaszkodzi. 

Kiedy w ogóle byłam na blogach?! 

06.03.2014

201. Heeeej, wiosno!


Za oknem pochmurno, chłodno, więc gdzie ta wiosna?



Za namową Bobika bierzemy głęboki wdech, uzmysławiamy sobie, że mamy w posiadaniu tajemne siły oraz moce i przywołujemy najbardziej optymistyczną (według mnie) porę roku ;)

Co najbardziej lubicie w wiośnie? ;)

źródło
źródło

źródło 


źródło


źródło

źródło



Gdy będzie okazja, postaram się Wam pokazać moje wiosenne zdjęcia ;)

____

Jutro zaczyna się na dobre wkręcanie się w tryb uczelni. Mam kilka przedmiotów, z tylko 3 z nich wydają się ciekawe, będzie ciężko. Poza tym żyję wydarzeniami innej osoby, niektórzy faceci to szuje i debile, szkoda słów, szkoda nerwów. Właśnie, idzie wiosna, a ja w humorze wręcz grobowym. Nie wiem, skąd on się wziął... No dobra, wiem, kiedy się rozpoczął i od czego, ale od tamtych wydarzeń trochę czasu minęło, zazwyczaj już dawno byłam na właściwych torach. Cóż, kilka miesięcy miałam energicznych, sympatycznych i mimo wszystko pozytywnych, teraz czas na ten gorsze momenty. 

Uciekam się przygotować na jutro, trzymajcie się Misiaki ;)

03.03.2014

200. I'm just a kid.

źródło

Nie ukrywam, że nie lubię dzieci. No dobra, moja chrześnica jest ok. Chyba jednak przyznacie, że maluchy mają w sobie coś rozbrajającego.
Na przykład poglądy. Za dzieciaka sądziłam, że mnie rodzicom przyniósł mnie bocian, a jednego z moich braci znaleźli w kapuście. No i w telewizorze mieszkały ludziki, które było widać na ekranie. Więcej głupot nie pamiętam, ale czytałam odpowiednie wątki na forum. I dowiedziałam się, że ludzie jako dzieci:
- przekręcali słowa piosenek - 
- wierzyli w magiczne istoty - krasnoludki, elfy i wróżki
- myśleli, że rodzynki rosną na krzaczkach
- bali się śmieciarki
- próbowali zakładać hodowlę ślimaków
- sądzili, że nikt nie może nazywać się tak jak oni
- grozili mamie/tacie, że ją/go pobiją i wezmą ślub z tatą/mamą
- byli przekonani, że po zjedzeniu pestki owocu w brzuchu wyrośnie im drzewo
- możecie dopisywać przykłady xD

Rozbrajające są też sytuacje z dziećmi związane. Moim największym przypałem, którego nie pamiętam, było to, że krzyczałam do ludzi wychodzących z pracy (mieszkałam obok komendy Policji) "moja mama ma imieniny" o.O Do dzisiaj mi to wypominają. Na następnym miejscu plasuje się spierdzielenie z koleżanką i bratem nr. 1 z przedszkola i uciekanie przed nianią, która miała pod opieką brata nr. 2. Pocieszam się innymi historiami z forum, na przykład:

"Dziecko miało około 4 lat. Przyszedł ksiądz po kolendzie. Wyciągnął obrazki z wizerunkiem świętych i podał małemu, a on na to: "jakie ma ksiądz fajne karty! Pogramy?"

"Moja córka dziś rano, widząc usiłującego szybko ubrać się tatę:
"O, co tu ci się stało?"-pokazując na siusiaka.- "Chyba jakiś PĘPOS ci tu wisi. A cio ty z nim lobisz?..." No i lawina pytań ruszyła.."

A teraz przyznajcie się - grzeczne były z was bachorki? xD