Wypełzłam z łóżka z bólem głowy, brakiem humoru i chęci do czegokolwiek. Stwierdziłam, że dzień będzie stracony. Jednak tak nie było. Dlaczego?
- dostałam smsa z księgarni MATRAS, że moje zamówienie czeka na odbiór. Poszłam na po nie zaraz po zajęciach.
- gdy dotarłam na peron dworca, z którego odjeżdżam do uczelni, okazało się, że pociągi są cudownie opoźnione. Gdybym się wyspała, zaczęłabym się pewnie wściekać, a tak nie miałam na to siły, więc podeszłam do tego na luzie. Nie spóźniłam się, ale też optymalnie zdążyłam na autobus, który wiezie mnie potem ze stacji pkp do uczelni.
- gdy pisałam kolokwium, nie czułam w ogóle stresu (chociaż mogłoby mi pójść lepiej, gdybym była wyspana, ale co tam)
- dostałam zaproszenie na małą posiadówę od moich koleżanek - nie poszłam, bo nie chciałam siedzieć jak zombie i łypać czasem oczami, ale zrobiło mi się bardzo miło, że pamiętały i zrozumiały powód nieobecności.
Gdy wróciłam do domu, fizycznie czułam się kiepsko, ale psychicznie poczułam jakąś ulgę.
Wniosek? Nigdy nie jest tak źle, jak nam się wydaje, a często jest lepiej ;)
~~
Tak, miało być MUST HAVE. I będzie. Z tym, że potrzebuję tylko jednej rzeczy, a mianowicie tego:
![]() |
źródło |
~~
Post pisałam we wtorek. Dzisiejszy dzień jest sponsorowany przez idiotów, ale moje nastawienie jest jakieś dość spokojne, więc nie będę marudzić, ma być pozytywnie xD Zaczynam weekend, który zapowiada się dość ciekawie - jutro wycieczka (nie pamiętam gdzie XD), a wieczorem robimy sobie z dziewczynami Andrzejki. W sobotę maluję włosy - ostatnio moim kolorem startowym był fiolet, a teraz mam na głowie rudo-czerwone pasma ;x). Tym razem będzie to egzotyczna czerwień. Co do planów do szkoda nie wspomnieć o probach stworzenia idealnego tematu pracy licencjackiej ;)
Na koniec piosenka, która nie chce mi wyjść z głowy: