02.09.2013

136. Miasto Aniołów.

Los Angeles nie trzeba przedstawiać. Chwilę temu skończyłam czytać książkę Jamesa Frey’a “Jasny słoneczny poranek.” Autor przedstawia w powieści historie ludzi, którzy przyjechali do LA za pracą, lepszym życiem. Polecam tym, którzy wolą powieści obyczajowe, tak bardzo prawdziwe, że czasami chciałoby się pozostać we wcześniejszych złudzeniach.

źródło

City of Angels oczami zwykłego człowieka:

Los Angeles = Hollywood, sławni ludzie, pieniądze, plaże, piękna pogoda, ocean, dużo ludzi na ulicach, wieżowce, wille…

Jak jest naprawdę?

W LA notuje się bardzo dużo przestępstw, bardzo często na tle rasowym. Wiele osób przybywa do Los Angeles w poszukiwaniu lepszej pracy, z pragnieniem spełnienia swoich marzeń w przemyśle filmowym na przykład. Poszczęści się niewielu, niektórzy tracą swoje oszczędności i lądują na ulicy. Amerykański sen, który miał się zacząć, od razu się kończy. Miasto jest bardzo zanieczyszczone. Często występują tam trzęsienia ziemi, pożary, a po okresach suszy powodzie.

źródło

Coś ciekawego o Mieście Aniołów.

- W LA nie można lizać ropuch. (Jakby każdy chciał to robić…)
- Spodobała Ci się jakaś skała do tego stopnia, że wyznajesz jej miłość i chcesz ją poślubić? Tak, w Mieście Aniołów możesz to zrobić.
- Ponad 60 osób w tym mieście ma na imię (prawnie nadane) Jezus Chrystus.
- Jeśli masz dwoje dzieci poniżej drugiego roku życia, nie możesz kąpać ich razem w jednej wannie.
- Nawet nie próbuj polować na ćmy w świetle latarni - jest to zabronione!
- Uwielbiasz banany? Wybierz się do muzeum, które jest poświęcone właśnie temu owocowi.

Czy chciałabym tam pojechać? Tak, z ciekawości. Jednak nie chciałabym tam mieszkać, suchy i gorący klimat nie jest dla mnie ;)

źródło
Większość osób, którym wczoraj skończyły się wakacje, wstało rano z taką miną jak ten u góry. Już drugi rok mam dłuższe wakacje. Mam trochę więcej czasu, na spanie też, oczywiście są osoby, które mi tego snu chyba zazdroszczą i nie dają mi spać, co mnie wkurza niesamowicie. 
W każdym razie uczniom życzę udanego nowego roku szkolnego ;) Trzymajcie się!

25 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa, skąd biorą się takie dziwne prawa. Kiedy je tworzono, na pewno miały sens.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, te ciekawostki mnie rozwaliły - chociaż o ropuchach słyszałam. Za to to małżeństwo z kamieniem jest mistrzostwem samym w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja na wakacje chetnie bym tam pojechalam .;) dzieki napewno sie przyda ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. American Dream nie istnieje i wiem to po znajomych oraz rodzinie. Na pewno nie w wielkich miastach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite te fakty o L.A. z tym lizaniem ropuch to mnie rozwaliło ale jak przeczytała o małżeństwie ze skałą to wyszłam z siebie i stanęłam obok. Amerykanie są szaleni :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Banany mnie zabiły. Ropuchy też, hahaha, skąd to wytrzasnęłaś? :D
    Pojechałabym do LA, ale bardzo ciągnie mnie NY <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba powinno nazywać się Miastem ABSURDÓW, a nie Aniołów...

    OdpowiedzUsuń
  8. Taka zwykła, prosta, bez szału ;)
    Los Angeles jakoś mnie nie jara, choć świadomość tego, że mogłabym tam poślubić cokolwiek chcę, mnie przyciąga... Aj! Już widzę jak ubrałabym mojego laptopa...

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko, jakie fakty o LA!!! To miasto szalonych ludzi. :D Też chciałabym je zobaczyć, ale z ciekawości.
    Książki nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi generalnie marzy się wyjazd do Stanów. Mam nadzieję, że za rok się uda. A ciekawostki dosyć intrygujące, zwłaszcza zakaz kąpieli dwójki dzieci w wannie. :D Ach, Ci Amerykanie. Tacy niby dziwacy z nich, a cały świat do nich lgnie. Polecam książkę "Wałkowanie Ameryki" Marka Wałkuskiego, jeśli interesuje Cię ten kraj.
    Mój pierwszy dzień szkoły tragiczny, biorąc pod uwagę obowiązki, jakie już mi zadano. Ale dam radę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze chciałam pojechać do Stanów.. teraz odkąd mam już obywatelstwo nie. nie będzie to juz takie trudne:) Super foty!

    OdpowiedzUsuń
  12. gorący klimat JEST dal mnie, a Twój wpis tylko mnie zachęcił! ;) mam gdzieś Hollywood, ale LA to miejsce o któym marzę najbardziej na świecie, ze względu na moją miłość do 2Paca, Kendricka Lamara i innych rapsów :D muzeum banana zaliczyłabym obowiązkowo! przestępczość.. wiadomo, o tym przecież opowiadają filmy, gry... a książkę, o której mówisz, chętnie przeczytam! super post :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Tyle nie wiedziałam o LA. Muzeum banana hahahahaha dobre :D Tez jestem ciekawa gdzie to wszystko wytrzasnęłaś. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajne ciekawostki, przy niektórych aż się uśmiałam. Czemu nie, chętnie bym tam pojechała ale też tylko na trochę

    I masz rację, rano miałam podobną minę xD

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja lubie czytac ksiazki mafijne akruat ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chciałabym tam pojechać i przekonać się o tym wszystkim na własne oczy. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak, Amerykanie słyną z absurdalnego systemu prawnego. Słyszałam o tym co nieco. Do LA jakoś nigdy mnie nie ciągnęło. Po prostu. Chciałabym zobaczyć Nowy York, San Francisco, ale do życia tam mi się nie śpieszy. No, chyba że w amerykańskim Cambridge. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Chyba rzadko się zdarza, aby miasto wspaniale wykreowane faktycznie takie było :) ostatnio się dowiedziałam, że mój całkiem dobry kolega ma tam rodzinę :D i zamierza ją odwiedzić na dłuższy czas.

    OdpowiedzUsuń
  19. Oczywiście obraz LA jest trochę a nawet więcej niż trochę zmitologizowany, jednak jest w nim coś co przyciąga ludzi, coś co sprawa że miasto aniołów jest tak a nie inaczej postrzegane. Chciałabym kiedyś odwiedzić te miasto i poznać uroki tego zakątka Kalifornii ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. "W LA nie można lizać ropuch. " - rozwaliła mnie ta informacja! Będę pamiętać w razie czego :D
    Amerykański sen często kończy się bardzo szybko, trzeba mieć głowę na karku i nie liczyć na ładną buźkę ani łut szczęścia, to ciężka praca przynosi korzyści.

    OdpowiedzUsuń
  21. Czemu nie można lizać ropuch? ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi się marzy zwiedzenie obu Ameryk, zarówno od turystycznej jak i zwyczajnej strony :D ale to jeeeeszcze czasu trzeba :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnej chwili:)

    OdpowiedzUsuń
  23. LA jest na mojej liscie miejsc, ktore chcialabym odwiedzic :) ale chyba mieszkac bym tam nie chciala... bardziej ciagnie do smogu, dymu, smrodu w NY :)

    OdpowiedzUsuń

Wędrujący Ludziu,
Miło mi Cię tutaj zobaczyć. Mam nadzieję, że będzie Ci się przyjemnie czytało moje wypociny ;)
Jeśli zechcesz zostawić komentarz, to nie spamuj, nie używaj wulgaryzmów i podpisuj się, jeśli nie posiadasz profilu na Bloggerze.
[Anonimowe komentarze bez podpisu usuwam :)]
Nie uznaję obserwacji za obserwację. Jeśli Twój blog mi się spodoba, z chęcią będę odwiedzać go częściej.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze :)